Showing posts with label Movies. Show all posts
Showing posts with label Movies. Show all posts

Saturday, 14 May 2011

On Stranger Tides

W ostatni czwartek swoją brytyjską premierę miała 4 część Piratów z Karaibów. Jako wierna fanka Johnny'ego Deppa postanowiłam, że najwyższy czas zobaczyć go poza ekranem. Na całe szczęście moja wyprawa była udana i oprócz Johnny'ego zobaczyłam jeszcze Penelope Cruz, Geoffrey Rush'a, Roba Marshalla. Spoza ekipy na premierze pojawiło się jeszcze kilka osób, których twarze są dość znane.

Last Thursday the fourth part of Pirates of the Caribbean premiered here in the UK. As a huge Johnny Depp's fan I decided that it's high time for me to see him live. The whole afternoon was quite successful because I finally managed to see him:) Except for Johnny various other celebrities attended the premier. There were those who casted in Pirates but other quite well known faces as well.


Gorgerous Johnny Depp...


Geoffrey Rush




Penelope Cruz wręczająca autografy
Penelope Cruz signing autographs


Byłam pod wrażeniem tego, że Johnny Depp spędził półtorej godziny podpisując autografy. Chyba żaden z fanów stojących w pierwszych rzędach nie miał prawa czuć się zawiedziony!
I was impressed that Johnny Depp spent an hour and a half signing autographs. None of the fans in the first raws could feel disappointed!


Znana niektórym Ade z amerykańskiego 90210 także się pojawiła.
Some of you may know the actress, playing Ade in 90210 who also made an appearance.


Gok Wan robiący podsumowanie modowe;)
Gok Wan summing up the fashion part of the evening;)


Penelope oraz Ian McShane z żoną w towarzystwie producenta.
Penelope and Ian McShane & his wife with the producer.




Szansa, aby przyjżeć się z bliska. W rzeczywistości wygląda tak niepozornie, sympatycznie i jest jeszcze przystojniejszy niż na zdjęciach!
A chance to take a close look. In reality he looks so inconspicuous, friendly and is even more handsome than on the pictures!

Friday, 25 March 2011

Somewhere... In English

I am an incurable fan of Sofia Coppola's movies.
I love them for the pictures and for the fact that dialogues are something really rare. And obviously for the music. Maybe those are not typical Hollywood mega productions, with soundtracks that win all of the possible awards that could be won. But there is something captivating in this simplicity.
So feeling in my duty I finally decided to watch her latest movie "Somewhere". Film premiered here in the UK few months ago, but I needed some time to get round to watching it.


Unfortunately I got disappointed with the topic that Coppola chose for the main motif of her production. Incredibly well-worn, talked about in many movies in loads of possible ways which she still decided to approach once again. The main theme is a father (in this case a Hollywood actor, living stereotypical rock man's lifestyle) who doesn't really contribute to his daughter's upbringing. However everything changes in his life, when the mother of his child asks him to take care of their daughter before driving her to the summer camp. Quite predictably the time spent with a child has an incredible impact on him. After daughters' departure he goes through a minor breakdown and decides to change his life. Nevertheless we never get to know how the story finishes - and here is something I like most - open ending.

Despite this predictability and lack of any big revelations the movie is actually really good. I think that the whole production is saved mainly because of the fact that while watching we have to figure out most of the things ourselves. In very characteristic for her way, Coppola decides to almost complitely cut down on the number of dialogues and concentrate on the picture. Sometimes she "torments" us with very long scenes but thanks to this we can actually feel what she wanted to pass on to us. She reaches her aim and finishes everything in very artistic way.

When it comes to the soundtrack, obviously the French band Phoenix couldn't be skipped. It's difficult to be surprised given the fact that the vocalist is directors' husband. But here the idea of using their songs from the latest CD "Wolfgang Amadeus Phoenix" is a huge advantage. I can't stop wondering whether the electro sounds that dominated the LP inspired Sofia to the opening scene. Or maybe she accidentally decided to use this song that perfectly matches the dominating sound of the wholeness. This isn't the only scene when the bands' music highlights what's happening in the movie. In a sensational way the opening sounds of "Love Like a Sunset Part II" were used to show what may be happening in the main character's head. And afterwards, as the scene develops we are allowed to listen to the entire song.

I strongly recommend you to pick one day in the week that wasn't too tiring and spend the evening watching the movie. It definitely requires some energy and concentrating on it. Because the entire thing, despite this obviousness of the theme, creates really positive and interesting piece that in my opinion should be on the list of everyone who calls himself a good movies' fan.

Somewhere...

Jestem nieuleczalną fanką filmów Sofii Coppoli.
Kocham je za obrazy i za to, że dialogów w nich jest jak na lekarstwo. No i oczywiście za muzykę. Może nie są to typowe Hollywoodzkie mega produkcje, których ścieżka dźwiękowa zgarnia wszelkie możliwe nagrody, ale właśnie ta prostota jest urzekająca.
Poczuwając się więc w obowiązku, zobaczyłam jej ostatni obraz "Somewhere. Między miejscami". Film ma swoją polską premierę dopiero 1 kwietnia, więc minie jeszcze kilka dni nim można go będzie zobaczyć na dużym ekranie u nas. Ja jednak skorzystałam z faktu że premiera brytyjska miała swoje miejsce już jakiś czas temu.


Niestety trochę rozczarował mnie temat, jaki Coppola wybrała na motyw przewodni filmu. Niesamowicie oklepany, przerobiony w dziesiątkach filmów na wszelkie możliwe sposoby - ona postanowiła jednak podejść do niego po raz kolejny. Problemem wiodącym jest ojciec (w tym wypadku gwiazdor filmowy, wiodący życie stereotypowego rockmana) poświęcający swojej córce zbyt mało czasu. Wszystko w jego życiu zmienia się jednak, kiedy matka prosi go, aby zajął się córką przed odwiezieniem jej na wakacyjny obóz młodzieżowy. Dość przewidywalnie dziecko wywiera na nim tak ogromny wpływ, że po jej wyjeździe przeżywa załamanie i postanawia zmienić swoje życie. Jednak nie dane nam jest dowiedzieć się jak skończy się historia - czyli to co lubię najbardziej - otwarte zakończenie.
Mimo tej przewidywalności i małej odkrywczości produkcji, film jest jednak bardzo dobry. Myślę, że ratuje go przede wszystkim fakt, że większości musimy się domyślić. W tradycyjny dla siebie sposób Coppola postanawia całkowicie zminimalizować dialogi i skupić się praktycznie głównie na obrazie. Niekiedy "zamęcza nas" niesamowicie długimi scenami, ale dzięki temu zdecydowanie możemy odczuć to, co chciała przekazać. Osiąga więc swój cel i w typowo artystyczny sposób kończy całość.

Co do ścieżki dźwiękowej, nie mogło zabraknąć na niej francuskiego zespołu Phoenix. Nie czarujmy się, to pewnie głównie przez fakt, że wokalistą jest mąż reżyserki. Tutaj jednak pomysł wykorzystania piosenek z ich ostatniej płyty - "Wolfgang Amadeus Phoenix" - jest ogromną zaletą całości. Zastanawiam się, czy elektroniczne dźwięki, które zdominowały płytę artystów zainspirowały Sofię do początkowej sceny filmu, czy przypadkowo postanowiła wykorzystać piosenkę idealnie wpasowującą się w dominujący całość dźwięk. To nie jedyny moment, kiedy muzyka Phoenix podkreśla to, co dzieje się w filmie. Rewelacyjnie postanowiono wykorzystać początkowe dźwięki utworu "Love Like a Sunset Part II" żeby pokazać, co może dziać się w głowie bohatera. A później wraz z nabierającą tempa akcją, pozwala nam usłyszeć cały utwór.

Wybierzcie więc jakiś dzień, który nie zmęczy Was zbytnio, i poświęćcie wieczór na obejrzenie filmu na który zdecydowanie trzeba mieć energię i chęć skupienia się na nim. Bo całość, pomimo częściowej banalności, tworzy bardzo pozytywny i ciekawy obraz, który moim zdaniem powinien znaleźć się na liście każdego fana dobrego kina.