Showing posts with label Watykan. Show all posts
Showing posts with label Watykan. Show all posts

Thursday, 28 February 2013

Musei Vaticani


Musei Vaticani
Musei VaticaniMusei Vaticani Musei Vaticani

Ostatni dzień naszego pobytu w Rzymie, poświęciliśmy na prawie całodniową wizytę w muzeum Watykańskim, które zarówno mnie jak i Eli’a pozytywnie zaskoczyło. Chyba ze spokojem mogę stwierdzić, że było to jedno z najlepszych muzeów jakie do tej pory udało mi się odwiedzić – może zaraz po londyńskim Victoria & Albert Museum i Museo del Prado w Madrycie. Z łatwością znaleźliśmy w nim dzieła z różnych okresów, które ponadto były ciekawym połączeniem sztuki świeckiej z sakralną.
Późnym popołudniem, przeszliśmy jeszcze raz spacerem przez Rzym i wczesnym wieczorem wróciliśmy do naszego hostelu, żeby dopakować walizki i wyruszyć w drogę. Ja wpakowałam się w samolot, który zabrał mnie z powrotem do Sewilli, a Eli pojechał na podbój Wenecji skąd dwa dni później wyruszył w drogę do Seulu a później, z powrotem do Australii.
Teraz, aż nie mieści mi się w głowie, że od tamtego czasu minęły już prawie dwa miesiące. Za każdym razem, kiedy w rozmowach wracamy do tamtych wydarzeń, powtarzamy sobie, że to dobry znak że czas mija tak szybko – na nasze kolejne spotkanie musimy czekać już 2 miesiące krócej. I choć to niesamowita ulga, to czasem żałuję, że nie posiadam maszyny czasu która przeniosła by mnie w przyszłość, do ostatnich tygodni listopada, kiedy najprawdopodobniej znów się zobaczymy.

• • •

On the last day of our stay in Rome, we decided to spend most of the time in the Vatican Museum that turned out to be a really positive surprise to both me and Eli. I think I can easily say that it was one of my favourite museums so far – right after London’s Victoria & Albert Museum and Museo del Prado in Madrid. We found there art that was a mix from different centuries and at the same time, an interesting combination and balance between the secular and sacral art.
In the late afternoon, we took one last walk around Rome and headed to our hostel early in the evening, to finish packing our bags before taking off the next morning. I caught a plane that took me back to Seville and Eli made his way to Venice, from where, two days later, he flew to Seoul and later on, back to Australia.
When I think about those last two days in Italy now, I find it almost impossible that it all happened already two months ago. Every time when we go back to those events in our conversations, we keep saying that it’s a good thing that time goes by so fast – there are two months less to wait before our next meeting. And even though it is a great relief, sometimes I regret that I don’t own a time machine that could transport me into the future, into the last weeks of November, when we will probably see each other next.

Musei Vaticani
Technicznie rzecz biorąc, wiemy, że nie powinniśmy. Ale jakoś trudno się było powstrzymać, kiedy byliśmy już na miejscu.
Technically speaking, we know we shouldn't have. But it was difficult to resist once we got there.


Musei Vaticani
Widoki na Rzym, rozpościerające się z okien muzeum warte były zrobienia niejednego zdjęcia.
A view over Rome, that we saw from the windows of the museum was worth taking a couple of photos.


Musei VaticaniMusei Vaticani
Świetny pomysł na kredki i zdjęcie zrobione z ukrycia.
A cool idea for pencils and a photo taken without Eli's consent (I know you will like it).


Musei Vaticani
Musei Vaticani
Musei Vaticani
Niestety polskiego kubka zabrakło.
Sadly, there was no Polish cup.

Tuesday, 26 February 2013

Vatican City

Vatican City
Vatican City
Vatican City

Po dwutygodniowych wakacjach na blogu, wracam do Was z porcją nowych zdjęć tym razem z Watykanu, a tym samym przedostatnią już z naszego pobytu w Rzymie.
W ostatnich dniach znów nadszedł czas robienia list, pakowania walizek a jutro znów wyruszam w drogę. Tym razem szykuje się miesięczna przerwa od słońca Hiszpanii i powrót do naszej polskiej, wczesnowiosennej pogody. I bez bicia mogę przyznać, że choć czasem od naszego kraju uciekam, to z radością wrócę tam na tych kilka tygodni, żeby odpocząć od problemów i trudności życia z dala od wszystkich. To będzie tak miła odmiana, znów mieć moją rodzinę i niektórych przyjaciół na wyciągnięcie ręki. Do pełni szczęścia zabraknie tylko Eli'a.

• • •

After a two-week break on the blog I'm coming back with a new load of photos from Vatican City - and at the same time, making it the next to last post about our trip to Rome.
The last couple of days have, again been the time of list making, suitcases packing and now I'm ready to set off yet another time. Tomorrow will be a start to a month of being away from the sun of Spain and coming back to the pre-spring Polish coldness. But I won't deny it, even though sometimes I try to escape from my country, this time I'm really excited to come back and take some rest from all the problems of being far away from everybody. It will be good to have my family and some of the friends close to me again. The only thing missing to a complete happiness will be Eli ♥


Vatican City
Vatican City
Vatican City
Po drodze na obiad natknęliśmy się na paradę z okazji święta Trzech Króli, które we Włoszech (jak i zresztą w Hiszpanii) obchodzone jest dużo uroczyściej niż w Polsce.
On our way to grab some lunch we saw a parade organized to celebrate the Three Kings day, which in Italy (and Spain as well) is celebrated way more ceremonially than in Polish culture. For us, Poles it's mainly a church day event.


Vatican City
Vatican City
Kolejny z licznych rzymskich mostów.
Yet another out of all the countless Roman bridges.


Vatican City
Vatican CityVatican City
Po lewej, słodkości na wielkim targu pełnym wszelakich dobroci (od waty cukrowej, przez zabawki na karuzelach skończywszy), a po prawej focaccia z rozmarynem.
On the left sweets that we saw on a big market square, packed with all sorts of amazing things (starting from candy floss, going through toys and finishing on carousels) and on the right focaccia bread with rosemary.


Vatican City
Vatican City
Vatican City
Pyszna, kremowa zupa porowo-cukiniowa z grzankami.
A yummy, creamy leek and zucchini soup with some croutons.


Vatican City
I typowa dla Rzymu rzecz - ruiny w środku miasta.
And a typically Roman thing - ruins in the middle of the city.


Vatican CityVatican City
Po lewej jeden z licznych kotów w małym schronisku ukrytym wśród starożytnych ruin, na które przypadkowo natknęliśmy się wędrując po mieście. Po prawej kolejny z niezliczonych kościołów, którego wnętrze przyszło nam podziwiać.
On the left, one of countless cats in a shelter hidden between the ruins that we found while wandering around the city. And on the right, yet another beautiful church which interiors we admired.


Vatican City
Vatican City
Vatican City
Vatican City
W desperackiej chęci posiadania choć paru zdjęć razem więcej, postanowiliśmy sami zrobić je 'z ręki'. Na pewno wyglądało to przykro i rozpaczliwie, ale teraz zawsze cieszę się, kiedy mogę do tych zdjęć wrócić.
In a desperate need of having some more photos together, we ended up taking them ourselves. As lame as it might have looked, now I'm more than happy to be able to go back to them.


Vatican City
Vatican City
Vatican City
Vatican City